Nie wiem, skąd się to bierze, ale chyba właśnie stąd, że kobiety są z Venus a mężczyźni z Marsa, czyli dokładnie tak, jak stroje kąpielowe i kąpielówki. Dla mnie i podejrzewam dla większości facetów, ciuch powinien być przede wszystkim funkcjonalny i oczywiście schludny. Dobrze, gdy przy okazji pozostaje w zgodzie z aktualnymi trendami w modzie. Jeżeli nie, to nie jest to jak sądzę podstawowy wyznacznik tego, że dana rzecz nadaje się już tylko do kosza. Przynajmniej tak jest na Marsie. Trzymając się tematyki kąpielowej, przekonałem się wielokrotnie, że stroje kąpielowe rządzą się odmiennymi regułami - znaczy są z Venus. Dowodów na poparcie lansowanej przeze mnie tezy jest wiele, lecz posłużę się dwoma. Pierwszym są organizowane rok rocznie pokazy mody, wśród których jak najbardziej obecne są stroje kąpielowe. Choć nacisk stawiany jest na nowoczesne wzornictwo czy kolorystykę, to podstawową funkcją takiego stroju niezmiennie pozostaje "bycie odzianym na plaży i w wodzie". To ostatnie nie jest jednak eksponowane. Drugi przykład jest bardziej z życia wziętym, jednak dość powszechnym, jak mniemam. Gdy wyjeżdżamy z żoną na urlop, za każdym razem słyszę, że nie ma co na siebie włożyć na plażę. Próbuję nieśmiało kontrować, że widziałem jakieś stroje w szafach, jednak nie próbuję dalszej dyskusji, gdy słyszę, że tamte są już niemodne...
Dziwnym i niepojętym jest dla mnie temat mody w kobiecym ujęciu. Podsumowując tę kwestię nie chciałbym jednak wyjść na kompletnego dziwaka. Mimo wszystko efekt końcowy jest niezmiernie miły oku każdego mężczyzny i to zdecydowanie najbardziej pomaga w znalezieniu kompromisu w tym venusjańsko-marsjańskim konflikcie interesów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz